piątek, 13 września 2013

Wino z Uzbekistanu


Miała być przerwa w pisaniu o winie i była, chociaż czas jakoś ostatnio przyśpieszył i zrobił się już wrzesień. W międzyczasie Magazyn Czas Wina ogłosił II edycję konkursu Winiarski Blog Roku. Miło znaleźć się w doborowym towarzystwie i tym razem.
Ale wracajmy do samego wina. Dzisiaj z dość odległego kraju na literę „U”. Nie będzie jednak o urugwajskich tannatach, a o winach uzbekistańskich. Uzbekistan to kraj, który pod względem warunków do produkcji wina jest w ścisłej światowej czołówce. Kontynentalny, dość suchy klimat ze znacznymi różnicami temperatur między dniem i nocą, gwarancja słońca od maja do października, zsekularyzowane muzułmańskie społeczeństwo, które nie widzi nic zdrożnego w produkcji wina, czy brendy. Jeśli jest tak dobrze, to czemu jest tak źle, chciałoby się spytać. Pierwszy problem pojawia się już na etapie dostępności wina. W Uzbekistanie sklepów z alkoholem jest może więcej niż w Finlandii, ale nie wiele więcej, i zazwyczaj położone są daleko od centrów miast. Za to na obrzeżach, przy trasach wylotowych, można znaleźć ciągi pawilonów, które specjalizują się niemal wyłącznie w sprzedaży alkoholu. Zdecydowana większość lokalnych win jest bezrocznikowa, ma trzymiesięczny termin konsumpcji i smak którego nie tylko nie może zapomnieć podniebienie, ale często też żołądek. Nie znaczy to oczywiście, że nie warto poszukać uzbekistańskiej ekstraklasy. Bagizagan Select udało się akurat znaleźć z pomocą miejscowych gimnazjalistów. Ci zawsze są w tych kwestiach najlepiej poinformowani!

Żeby kupić wino często trzeba wyjechać z miasta i poszukać takich sklepów.

Bagizagan Holding Company, Bagizagan Select Merlot, 2009, szczep: merlot, region: wilajet samarkandzki, kraj: Uzbekistan;

Wygląd: intensywny rubinowy kolor. Na każdym z uzbekistańskich napojów alkoholowych znajduje się przydługawe, napisane w dwóch językach ostrzeżenie opisujące dość barwnie co może stać się z człowiekiem nadużywającym alkoholu (na Bagizagan tekst jest na dole pod etykietą). Jeśli ktoś się tym nie zniechęci, zostaje mu już tylko pozbycie się znajomo wyglądającej banderoli i otworzenie wina;

Ostrzeżenie przed nadużywaniem alkoholu jest tak duże jak sama etykieta.

Nos: dużo śliwek, czereśnie i zapach mocno dojrzałej figi. Była też oliwa z oliwek. Poza tym coś, co można by określić zapachem wymienianego po 10.000 km. oleju samochodowego;

Smak: wyczuwalny nieznaczny, ale jednak, cukier resztkowy. Średnie taniny zdominowały zupełnie niewielką kwasowość. Na podniebieniu zostaje gorycz zimnej zielonej herbaty. Na samym końcu dochodzą do głosu leśne owoce i świeży tymianek oraz kolendra.

Cena: 16.000 sum (około 19 PLN). To niezłej jakości merlot z orientalnym zębem. Figi i intensywne zioła czynią Bagizagan jeszcze bardziej oryginalnym. Nawet olej silnikowy bardziej tu ciekawi niż przeszkadza.

Gdyby chociaż połowa uzbekistańskich win była na takim poziomie, Uzbekistan kojarzyłby się nie tylko z bawełną i wspaniale dojrzewającymi owocami, ale i z winem. A tak, to kraj wielkich winiarskich możliwości – póki co nie w pełni wykorzystanych.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz